26.05.2019

And if you leave, don't leave me all alone




Sandy Springs, GA, 25 XII 2002 ─ Junior ─ Szkoła Publiczna ─ informatyka, literatura światowa ─ koło fotograficzne ─ warsztaty kreatywnego pisania ─ koło filmowe ─ pokój 51

Niech nie zmyli cię ten uroczy uśmiech, iskierki w oczach i aparat na szyi, zawsze gotowy do użycia. To wszystko to tylko przykrywka jego prawdziwej natury. Pomógł ci na przerwie posprzątać po rozlanym soku? A może zaoferował ci swoje notatki na zbliżający się test z anatomii ciała? Jego towarzystwo sprawia, że czujesz się lepszą osobą, przede wszystkim bardziej docenianą. Dosiądzie się do ciebie na lunchu i porozmawia o książce, którą zobaczył w twojej torbie. Przyjdzie na zbliżający się mecz i będzie trzymał kciuki, za to żebyś znowu został gwiazdą wieczoru. Nawet nie zauważysz, że towarzyszy ci przy każdym kroku zupełnie jak twój cień. Jednak pewnego dnia obudzisz się, nie pamiętając co robiłeś poprzedniej nocy, a jego już przy tobie nie będzie.

Kiedy zerwie kontakt poczujesz ból i pustkę, której nic nie wypełni. Może z czasem zdasz sobie sprawę, że człowiek, którego poznałeś przypadkowo, a którego nazywałeś przyjacielem, był tak naprawdę wampirem energetycznym. Jednak nigdy nie dowiesz się, że podczas tych kilku miesięcy waszej bliskości, codziennie robił ci tysiące zdjęć, które potem wywoływał w szkolnej ciemni. Dorobił sobie również klucz do twojego mieszkania, pokoju, szafki, garażu czy auta. Obserwował twoje media społecznościowe, wiele tygodni przed tym jak się z tobą zaznajomił. Z łatwością zdobył hasła do wszystkich kont i mógł sprawdzać twoje bilingi, prywatne korespondencje, historię płatności i zdjęcia, które myślałeś że usunąłeś. Zaplanował waszą znajomość, a kiedy coś nie szło zgodnie z planem, zmieniał go.

Będziesz zadawać sobie pytania, na które nikt nie będzie znał odpowiedzi, z wyjątkiem jego. Niestety prawdopodobnie nigdy się nie dowiesz, że tamtej nocy odurzył cię, zabrał do wynajmowanego garażu za miastem i zrobił kolejnych tysiąc zdjęć, tym razem mając władzę nad twoim ciałem. Wszystko trafi później do segregatora opatrzonego twoim imieniem i nazwiskiem. A jeśli jakimś cudem dowiesz się o wszystkim, na pewno nie da ci tak łatwo odejść z tą wiedzą.
odautorsko
cześć!
w tytule The Lumineers 'Life in the city'
Leoś już się kręcił po blogach,
więc dawajcie znać jak ktoś go kojarzy!
Szukam romansu, który zmieni coś w Leo!
Nie boimy się żadnych wątków!
gg: 57748922

20.05.2019

Needless to say that I will be alright


Jane Doe
27 lat
Przedszkolanka
Wdowa od pół roku
Utyka na lewą nogę
Kiedy Jane się urodziła, jej rodzice nie sądzili, że wraz z imieniem przylepiają jej łatkę, której nigdy się nie pozbędzie. Szary obywatel — nic nie znaczący, ani nie wnoszący w życie. Ktoś kto jest nierozpoznawalny. Niektórzy odbierają jej imię jako żart, a inni od razu zaczynają myśleć stereotypowo. Odkąd pamięta, starała się pokazać, że jest kompletnym przeciwieństwem tego co ludzie zakładali. Udzielała się w życiu szkoły a potem rady miasta, bo jedyne czego nie chciała to stać się prawdziwą Jane Doe. Promieniowała pozytywną energią i kreatywnymi pomysłami. Przed jednym z festynów, które pomagała organizować poznała Toma — strażaka, który po trzech latach został jej mężem, a rok później ojcem jej córki. To on pomógł jej zrozumieć, że nie jest szczęśliwa w życiu i nie powinna mieć żadnych zobowiązań z powodu imienia. Spełniła swoje marzenie ze studiów i zaczęła pracować w przedszkolu. Niewiele miesięcy później pokochała taniec, którego lekcje stały się jej rutyną. Pojawiło się kolejne marzenie na horyzoncie. Założyć własną szkołę tańca i uczyć go innych. Tego marzenia już nigdy nie będzie w stanie spełnić.

Pół roku temu miała wypadek samochodowy w którym zginęła jej córka i mąż. Z tym dniem całe jej życie się zawaliło. Nie miała już nic. Ramion ukochanego. Błękitnych oczu jej córki. Tańca. Jej noga została na tyle uszkodzona, że już nigdy nie będzie w stanie normalnie funkcjonować. Kiedy po pewnym czasie wypisali ją ze szpitala, nie była w stanie wrócić do pracy. Został jej przypisany terapeuta, który pomaga jej sobie radzić z ogarniającą pustką i depresją. Do pracy wróciła zaledwie kilka tygodni temu. Mimo sprzeciwu ze strony jej rodziców, u których pomieszkiwała od czasu wypadku, myślała że będzie to dla niej dobra zmiana. Wróciła do Vermontville, do pustego domu, w którym zostały już tylko wspomnienia jej szczęśliwych lat. I mimo że nienawidzi ciszy panującej w mieszkaniu, nie potrafi się wyprowadzić. Wieczorami często przesiaduje w pobliskim pubie, zawsze zajmując to samo miejsce, pijąc jednego drinka i wracając do domu tylko po to, żeby znowu doznać samotności. Każdy dzień do jej walka o przeżycie. Stara się śmiać i uśmiechać, mając nadzieję że jednego dnia będzie naprawdę szczęśliwa. Z każdym następnym dniem ta nadzieja umiera.
Oto i jest Jane Doe. Na zdjęciach Phoebe Tonkin a w tytule Daughter 'All I Wanted' Miałam dosyć długą przerwę od blogowania, więc czas się wbić na nowo! Chodźcie na wątki!
gg — 68314683

19.05.2019

Wspomnienia

24 XI 2018 — Droga z Charlotte do Vermontville
Ten dzień zmienił całe życie Jane. W jednej sekundzie miała wszystko — męża, trzymiesięczną córkę i karierę tancerki na wyciągnięcie ręki — a w drugiej straciła wszystko co kochała. Nie pamięta wszystkiego dokładnie, ale z raportu policji dowiedziała się, że w skutek wejścia w poślizg na ulicy, tir zderzył się z autem które prowadził jej mąż. Zginął na miejscu, a jej córeczka w skutek obrażeń zmarła w drodze do szpitala. Jane nie pamięta, jak strażacy wyciągnęli ją z auta, gdzie jej lewa noga została poważnie przygnieciona. Nie pamięta ich smutnych spojrzeń, kiedy wyciągali ciało jej męża, a ich przyjaciela. Pierwsze co pamięta to przebudzenie się w szpitalu dwie doby później, kiedy przekazano jej wiadomości, na które nie była gotowa. Postawili diagnozę, że do końca życia nie stanie już normalnie na swojej lewej nodze, w której nerwy w skutek obrażeń zostały poważnie uszkodzone. Nie miała już po co ani dla kogo żyć. Została kompletnie sama.

8.05.2019

relacje



If you don’t have it then you'll never give it
And I don't blame you for the way you livin’


Rose została matką w wieku 17 lat i mimo sprzeciwu jej rodziny postanowiła wychować Leonarda. Adam zniknął tak szybko jak się dowiedział o dziecku. Rose nigdy nie potrafiła pokochać Leo - owocu jej szybko zakończonej młodości.
Rose White &
Adam Ackroyd


We can't fall any further if
We can't feel ordinary love


Jedyne dwie osoby w jego życiu, które naprawdę go pokochały i starały się wychować. Odegrali w życiu Leonarda zdecydowanie większą rolę niż jego matka a tym bardziej ojciec. Kiedy przyszedł na świat, zaczęli odkładać na jego studia. Dzięki nim mógł przeprowadzić się do Atlanty z rodzinnego miasteczka i zamieszkać w akademiku.
Arabella & James White
Do Uzupełnienia